Obijam się jak i kiedy tylko mogę, ale mam świetną wymówkę - jestem przecież w ciąży i to już dziewiąty miesiąc;-)
Właściwie to mam szczęście, bo ciąża przebiega wyjątkowo przyjemnie i brzusio też nie taki znowu duży. Przez całą ciążę słyszę prognozy, że jeszcze urośnie po 3, 5, 7-ym miesiącu, jakby posiadanie wielkiego balona w miejscu brzucha było takie fajne. Mój (podobno) wygląda na maksymalnie 5 miesiąc. Przytyłam dotąd 8 kilo wiec nie takim znowu ciężkim motylem jestem;-)
Mała za to rośnie jak na drożdżach i to jest najważniejsze.
Delektuję się teraz jej akrobacjami jakie wykonuje systematycznie, śpioszkiem, jak jej mama ostatnio, nie jest. Do delikatnych kruszynek też bym jej nie zaliczyła potrafi walczyć uparcie o odrobinę więcej przestrzeni rozciągając mój brzuszek na wszystkie strony.
piątek, 2 maja 2008
piątek, 22 lutego 2008
Ciąża po turecku
Byliśmy wczoraj na kolejnym badaniu.
Kolejne USG, wszystko w porządku:-)
Lekarz nam powiedził, że nasza córeczka będzie mieć długie nogi (po mamie;-)
Próbował zrobić zdjęcie w 4D ale mała tak się ułożyła, że nie udało się uchwycić twarzyczki, może następnym razem?
Po badaniu pobrano mi krew, podano do wypicia kubeczek wody z glukozą (obrzydliwie słodka mikstura) i kazano się zgłosić ponownie za godzinę. Po godzinie ponownie pobrano krew i kazano poczekać na wyniki. Postanowiłam więc rozejrzeć się po szpitalu.
Mam to szczęście, że bedę rodzić w szpitalu prywatnym, te państwowe są tu ogromne i wiecznie zatłoczone, nic przyjemnego.
Mój szpital jest nieduży. Wszystkie pokoje są jednoosobowe, w każdym jest łazienka z kabiną prysznicową i toaletą, klimatyzacja, łóżko wyposażone w różne przyciski do zmiany pozycji, łóżeczko dla malucha, telewizor...komforcik:-D
Mogę przyjmować gości o dowolnej porze dnia i nocy.
Pokazano mi sale do porodu siłami natury, przy cesarce poród odbywa się w sali operacyjnej, której nie pokazują z oczywistych względów.
Pani pielęgniarka, bardzo miła swoją drogą, poradziła co należy zabrać ze sobą do szpitala dla siebie i malucha.
W Turcji pacjentka po porodzie siłami natury może opuścić szpital (oczywiście razem z maluchem) już po kilku godzinach. Pacjentki po cesarkach pozostają od 24 do 48 godzin.
Przy każdej wizycie mam wykonywane USG aby upewnić się czy maluch ma się dobrze i proporcje ciała są prawidłowe.
Wszystkie lekarstwa dla kobiet w ciąży są tu bezpłatne jeżeli tylko lekarz dopisał na recepcie "ciąża".
Wykonuje się tu rutynowo mnóstwo badań. Począwszy od badania na obecność wirusa HIV, czy żółtaczki typu B na poziomie cukru skończywszy.
Każda kobieta, szczególnie podczas pierwszej ciąży jest szczepiona przeciwko tężcowi, co oczywiście również jest bezpłatne.
Jest tutaj duży wybór prywatnych szpitali, które wcale nie są drogie więc nawet przeciętnie zarabiająca mama może rodzić wygodnie.
O sposobie w jaki odbędzie się poród może zdecydować sama ciężarna, stąd chyba bardzo popularne są tu cesarskie cięcia.
Kolejne USG, wszystko w porządku:-)
Lekarz nam powiedził, że nasza córeczka będzie mieć długie nogi (po mamie;-)
Próbował zrobić zdjęcie w 4D ale mała tak się ułożyła, że nie udało się uchwycić twarzyczki, może następnym razem?
Po badaniu pobrano mi krew, podano do wypicia kubeczek wody z glukozą (obrzydliwie słodka mikstura) i kazano się zgłosić ponownie za godzinę. Po godzinie ponownie pobrano krew i kazano poczekać na wyniki. Postanowiłam więc rozejrzeć się po szpitalu.
Mam to szczęście, że bedę rodzić w szpitalu prywatnym, te państwowe są tu ogromne i wiecznie zatłoczone, nic przyjemnego.
Mój szpital jest nieduży. Wszystkie pokoje są jednoosobowe, w każdym jest łazienka z kabiną prysznicową i toaletą, klimatyzacja, łóżko wyposażone w różne przyciski do zmiany pozycji, łóżeczko dla malucha, telewizor...komforcik:-D
Mogę przyjmować gości o dowolnej porze dnia i nocy.
Pokazano mi sale do porodu siłami natury, przy cesarce poród odbywa się w sali operacyjnej, której nie pokazują z oczywistych względów.
Pani pielęgniarka, bardzo miła swoją drogą, poradziła co należy zabrać ze sobą do szpitala dla siebie i malucha.
W Turcji pacjentka po porodzie siłami natury może opuścić szpital (oczywiście razem z maluchem) już po kilku godzinach. Pacjentki po cesarkach pozostają od 24 do 48 godzin.
Przy każdej wizycie mam wykonywane USG aby upewnić się czy maluch ma się dobrze i proporcje ciała są prawidłowe.
Wszystkie lekarstwa dla kobiet w ciąży są tu bezpłatne jeżeli tylko lekarz dopisał na recepcie "ciąża".
Wykonuje się tu rutynowo mnóstwo badań. Począwszy od badania na obecność wirusa HIV, czy żółtaczki typu B na poziomie cukru skończywszy.
Każda kobieta, szczególnie podczas pierwszej ciąży jest szczepiona przeciwko tężcowi, co oczywiście również jest bezpłatne.
Jest tutaj duży wybór prywatnych szpitali, które wcale nie są drogie więc nawet przeciętnie zarabiająca mama może rodzić wygodnie.
O sposobie w jaki odbędzie się poród może zdecydować sama ciężarna, stąd chyba bardzo popularne są tu cesarskie cięcia.
wtorek, 19 lutego 2008
Jak lekko ciężarną być...
Jeśli chodzi o mnie to uważam, że ciąża to cudowny i bardzo przyjemny okres w życiu kobiety.
Od samego początku czuję się świetnie.
Naczytałam się o wszelkiego rodzaju dolegliwościach ciążowych: nudnościach, wymiotach (kupiłam sobie nawet korzeń imbiru, tak na wszelki wypadek), opuchniętych nogach, zmiennych nastrojach, zachciankach... a tu nic.
Nie tylko nie ma tych nieprzyjemnych objawów, ale nawet czuję się lepiej jak przed ciążą.
Nareszcie nie muszę się martwić odstającym brzuszkiem, mogę być z niego tylko dumna;-)
Nastrój mi się poprawił i jestem mniej nerwowa, znalazłam w sobie zagubione pokłady cierpliwości. Nie miewam również zachcianek, przez co jem normalnie i nie tyję w zastraszającym tempie.
Soner jako przyszły tatuś spisuje się na medal, przynosi mi herbatki, kocyk robi zakupy, gotuje pyszne obiadki... rozpieszcza jak tylko może.
Teściowie wciąż tylko pytają czy czegoś mi nie brakuje, często zapraszają nas na kolacje. Nasz mały skarb będzie ich 15-tym wnukiem. Mamy tu sporą rodzinkę.
W pracy też przyjemnie, mam mało zajęć i wszyscy ciągle pytają jak się czuję, podsuwają coś do jedzenia. Uczniowie zachęcają żebym usiadła, bo pewnie się męczę ucząc na stojąco:-D
Aż nie ma o czym pisać na blogu, bo powodów do narzekań nie ma a chwalić się nie wypada;-)
Od samego początku czuję się świetnie.
Naczytałam się o wszelkiego rodzaju dolegliwościach ciążowych: nudnościach, wymiotach (kupiłam sobie nawet korzeń imbiru, tak na wszelki wypadek), opuchniętych nogach, zmiennych nastrojach, zachciankach... a tu nic.
Nie tylko nie ma tych nieprzyjemnych objawów, ale nawet czuję się lepiej jak przed ciążą.
Nareszcie nie muszę się martwić odstającym brzuszkiem, mogę być z niego tylko dumna;-)
Nastrój mi się poprawił i jestem mniej nerwowa, znalazłam w sobie zagubione pokłady cierpliwości. Nie miewam również zachcianek, przez co jem normalnie i nie tyję w zastraszającym tempie.
Soner jako przyszły tatuś spisuje się na medal, przynosi mi herbatki, kocyk robi zakupy, gotuje pyszne obiadki... rozpieszcza jak tylko może.
Teściowie wciąż tylko pytają czy czegoś mi nie brakuje, często zapraszają nas na kolacje. Nasz mały skarb będzie ich 15-tym wnukiem. Mamy tu sporą rodzinkę.
W pracy też przyjemnie, mam mało zajęć i wszyscy ciągle pytają jak się czuję, podsuwają coś do jedzenia. Uczniowie zachęcają żebym usiadła, bo pewnie się męczę ucząc na stojąco:-D
Aż nie ma o czym pisać na blogu, bo powodów do narzekań nie ma a chwalić się nie wypada;-)
sobota, 16 lutego 2008
Różowa pantera
Zakupy czas zacząć.
Nie chcemy wszystkiego zostawiać na ostatnią chwilę, bo to i większe obciążenie dla portfela i większy stres.
Rozglądamy się za ubrankami, łóżeczkiem, krzesełkiem, wózkiem... i niestety poza różowym i niebieskim wybór kolorów słabiutki.
Planujemy z Sonerem (w przyszłości) powiększenie rodzinki o co najmniej jeszcze jedno maleństwo, a że może być chłopczyk wolimy nie kupować wszystkiego w jednym kolorze. Mądra Matka Polka myśli praktycznie:-)
Oglądaliśmy dzisiaj śliczne kołyski, ale niestety są różowe lub niebieskie. Była jeszcze jedna w kolorze poblakłej żółci, mało atrakcyjny kolor.
Nie chcemy wszystkiego zostawiać na ostatnią chwilę, bo to i większe obciążenie dla portfela i większy stres.
Rozglądamy się za ubrankami, łóżeczkiem, krzesełkiem, wózkiem... i niestety poza różowym i niebieskim wybór kolorów słabiutki.
Planujemy z Sonerem (w przyszłości) powiększenie rodzinki o co najmniej jeszcze jedno maleństwo, a że może być chłopczyk wolimy nie kupować wszystkiego w jednym kolorze. Mądra Matka Polka myśli praktycznie:-)
Oglądaliśmy dzisiaj śliczne kołyski, ale niestety są różowe lub niebieskie. Była jeszcze jedna w kolorze poblakłej żółci, mało atrakcyjny kolor.
sobota, 26 stycznia 2008
Jest i fotka!
czwartek, 24 stycznia 2008
Półmetek.
Zaczynamy właśnie 20. tydzień więc połowa za nami (teoretycznie).
Nasz mały bąbelek wykazuje zamiłowanie do footballu, zbudziła mnie dzisiaj rano porcją solidnych kopniaków.
Soner staje się nadopiekuńczy. Mam się nie schylać, ubierać luźniejsze rzeczy, wcześnie chodzić spać i pić więcej mleka.
Z ostatnio zasłyszanych bzdur ciążowych:
Jeśli podczas ciąży męczy zgaga dziecko będzie mieć czuprynke. Jak na razie wszystko wskazuje na to, że mój bobas będzie łysolkiem.
Dziewczynki odbierają mamie urodę. Koleżanka z pracy miała wyjątkowo brzydką cerę podczas ciąży, a urodził się chłopak. Ja mam super cerę i włosy gęściejsze niż przed ciążą, choć będzie właśnie dziewczynka.
I ostatnia bzdura:
Nie obcinaj w ciąży włosów, bo to skróci życie twojego dziecka.
Koleżanka, sąsiadka dowiedziała się niedawno, że jest w ciąży. Stwierdziła, że teraz nie będzie mogła chodzić do fryzjera z wyżej wymienionego powodu. Dziewczyna ma 28 lat i wyższe wykształcenie...
W sobotę kolejne USG, tym razem jakieś dokładniejsze. Może będzie fotka w 4D ;-)
Nasz mały bąbelek wykazuje zamiłowanie do footballu, zbudziła mnie dzisiaj rano porcją solidnych kopniaków.
Soner staje się nadopiekuńczy. Mam się nie schylać, ubierać luźniejsze rzeczy, wcześnie chodzić spać i pić więcej mleka.
Z ostatnio zasłyszanych bzdur ciążowych:
Jeśli podczas ciąży męczy zgaga dziecko będzie mieć czuprynke. Jak na razie wszystko wskazuje na to, że mój bobas będzie łysolkiem.
Dziewczynki odbierają mamie urodę. Koleżanka z pracy miała wyjątkowo brzydką cerę podczas ciąży, a urodził się chłopak. Ja mam super cerę i włosy gęściejsze niż przed ciążą, choć będzie właśnie dziewczynka.
I ostatnia bzdura:
Nie obcinaj w ciąży włosów, bo to skróci życie twojego dziecka.
Koleżanka, sąsiadka dowiedziała się niedawno, że jest w ciąży. Stwierdziła, że teraz nie będzie mogła chodzić do fryzjera z wyżej wymienionego powodu. Dziewczyna ma 28 lat i wyższe wykształcenie...
W sobotę kolejne USG, tym razem jakieś dokładniejsze. Może będzie fotka w 4D ;-)
czwartek, 10 stycznia 2008
Dziewczynka:-D
Byliśmy wczoraj na kolejnej wizycie u naszego lekarza prowadzącego.
Niespodziewajka!
Nasz mały bąbelek to dziewczynka, a nie jak wszyscy podejrzewali chłopak.
Choć od początku zależało nam jedynie na tym aby bąbelek był zdrowy, zaczęliśmy chyba jednak wierzyć w to, że nasza pociecha będzie siusiać na stojąco.
Lekarz twierdzi, że dziewczynka na 100 procent, ale dodaje, że na zakupy jest jeszcze za wcześnie... Wierzyć czy nie wierzyć?
Zaplanowaliśmy już wcześniej, że zarówno ściany jak i mebelki w pokoju naszego maleństwa będą białe lub kremowe, nie będzie więc różowej rewolucji;-) Sama zresztą za tym kolorem nie przepadam.
Zaczęłam się rozglądać za jakimś ciekawym choć nieskomplikowanie brzmiącym imieniem dziewczęcym.
Pary "mieszane" nie mają lekko. Imię musi być zrozumiałe i łatwe do wymowy w obu krajach.
Staramy się przy okazji znaleźć takie, którego znaczenie jest ciekawe. Przy czym to ja bardziej zwracam uwagę na brzmienie, a Soner na znaczenie:-)
Niespodziewajka!
Nasz mały bąbelek to dziewczynka, a nie jak wszyscy podejrzewali chłopak.
Choć od początku zależało nam jedynie na tym aby bąbelek był zdrowy, zaczęliśmy chyba jednak wierzyć w to, że nasza pociecha będzie siusiać na stojąco.
Lekarz twierdzi, że dziewczynka na 100 procent, ale dodaje, że na zakupy jest jeszcze za wcześnie... Wierzyć czy nie wierzyć?
Zaplanowaliśmy już wcześniej, że zarówno ściany jak i mebelki w pokoju naszego maleństwa będą białe lub kremowe, nie będzie więc różowej rewolucji;-) Sama zresztą za tym kolorem nie przepadam.
Zaczęłam się rozglądać za jakimś ciekawym choć nieskomplikowanie brzmiącym imieniem dziewczęcym.
Pary "mieszane" nie mają lekko. Imię musi być zrozumiałe i łatwe do wymowy w obu krajach.
Staramy się przy okazji znaleźć takie, którego znaczenie jest ciekawe. Przy czym to ja bardziej zwracam uwagę na brzmienie, a Soner na znaczenie:-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
